Znani mieszkańcy parafii

Sługa Boża Siostra M. Generosa – Maria Bolz [1]

W 2010 roku, w „Wiadomościach Barczewskich” pisaliśmy o życiu i śmierci kilku osób świeckich, z terenu naszej gminy, którzy oddali swoje życie w obronie wiary i cnoty czystości. Dzisiaj chcemy przybliżyć naszym Czytelnikom postać Siostry Zakonnej -Katarzynki, która również poniosła śmierć z podobnego powodu. Jest nią Siostra M. Generosa – Maria Bolz z Łęgajn. Jej proces beatyfikacyjny, na etapie diecezjalnym został zakończony.

Siostra M. Generosa – Maria Bolz urodziła się 26 maja 1902 roku w Łęgajnach. jako najmłodsza z czworga dzieci Józefa Bolz i Karoliny z domu Wróblewska. 29 maja 1902 roku została ochrzczona w kościele parafialnym w Barczewie, otrzymując imię Maria. Rodzice jej posiadali gospodarstwo rolne wŁęgajnachna kolonii, w kierunku Nikielkowa. Po ukończeniu szkoły podstawowej, Maria pomagała rodzicom w gospodarstwie.

Wiosną 1925 roku po śmierci matki, Maria podjęła decyzję o wstąpieniu do Zgromadzenia Sióstr św. Katarzyny w Braniewie. Jako postulantka ukończyła szkołę pielęgniarską w Królewcu (dziś Kaliningrad). 21 kwietnia 1927 roku została przyjęta do nowicjatu, otrzymując imię zakonne Generosa. Po dwuletniej formacji w nowicjacie, 22 kwietnia 1929 roku złożyła pierwsze śluby zakonne. Po ślubach podjęła pracę pielęgniarską w szpitalu Św. Katarzyny w Królewcu na oddziale wewnętrznym. W 1939 roku otrzymała przeniesienie do szpitala Św. Jerzego w Pieniężnie, a następnie do Szpitala Mariańskiego w Olsztynie, gdzie pracowała na oddziale fizjoterapii. Siostra M. Generosa była bardzo lubiana przez chorych i personel szpitalny. Miała miłe i serdeczne usposobienie. Była bardzo pilna, dzielna, pracowita i ofiarna. a także pobożna. Utrzymywała też serdeczny kontakt z rodziną.

W styczniu 1945 roku po zajęciu Szpitala Mariańskiego w Olsztynie przez wojska Armii Czerwonej, siostra M. Generosa doznała wielu cierpień od żołnierzy radzieckich. Była przez nich okrutnie męczona w obronie godności kobiecej. Po minimalnym wzmocnieniu fizycznym i duchowym, pomagała lekarzowi przy urządzaniu oddziału zakaźnego dla chorych na tyfus. Starała się także o pochówek zmarłych. leżących w kostnicy i naokoło szpitala. Troszczyła się też bardzo o pożywienie dla pacjentów. Chodziła do Komendanta Radzieckiego w Olsztynie prosić o żywność dla chorych. Poszła też pieszo z Olsztyna do Łęgajn. na swoje rodzinne oraz sąsiednie opustoszałe gospodarstwa, aby i tam znaleźć jeszcze coś do jedzenia.

Po kilkutygodniowej, intensywnej pracy siostra M. Generosa ciężko zachorowała. Musiała położyć się na oddział szpitalny. Nie wróciła już do zdrowia. Bardzo cierpiała wskutek męczarni, doznanych od żołnierzy radzieckich w obronie ślubu czystości. Z dnia na dzień stawała się coraz słabsza i 9 maja 1945 roku, po zaopatrzeniu Sakramentami świętymi. pogodzona z wolą Bożą odeszła do wieczności. Została pochowana na cmentarzu szpitalnym w Olsztynie.

Jan Brosz[2]  pochodzący z Kaplityn – mąż zaufania IV Dzielnicy Związku Polaków w Niemczech.

Franciszek Gollan[3]  urodził 22 sierpnia 1884 w Łęgajnach koło Olsztyna, zmarł 17 grudnia 1957 w Barczewie, ludowy gawędziarz warmiński, rolnik. Pochodził z rodziny chłopskiej, był synem Wacława i Zuzanny z Rowedów. Ukończył niemiecką szkołę powszechną, znajomość języka polskiego zawdzięczał rodzicom, był stałym czytelnikom „Gazety Olsztyńskiej”. Niemal całe życie pracował na gospodarstwie w rodzinnych Łęgajnach, po II wojnie światowej zamieszkał u córki w Barczewie. Miłośnik literatury polskiej, znany był z recytowania obszernych fragmentów Krzyżaków Sienkiewicza. On także zapisał treść Mazurka Dąbrowskiego śpiewanego w wersji ludowej na Warmii.

Jeszcze Polska nie zginęła

Póki my żyjemy

Co nam obca moc wydarła

Mocą odbierzemy

Co wymogła rozpacz ,

To dokona męstwo.

Marsz, marsz Polacy

Bóg nam da zwycięstwo[4].

Franciszek Gollan został upamiętniony w poezji Marii Zientary-Malewskiej i Jana Marii Gisgesa.

 

Marek Jackowski[5]  urodzony 11.12.1946 Stary Olsztyn, zmarł 18.05.2013 San Marco – Włochy, muzyk, kompozytor, członek zespołu Maanam. W Łęgajnach zamieszkiwał w okresie dzieciństwa. Mieszkał w tzw. pałacu (ul. Kasztanowa 6). Tu także uczęszczał do szkoły podstawowej od 1953 do 1960 r. wraz z 8 innymi uczniami: Mieczysławem Bińczyk, Krystyną Czapską, Haliną Ćwiek, Marią Kalisz, Agnieszką Słomińską, Aliną Płóciennik, Brygidą Kucharzewską i Janiną Partyka. W latach 60-tych rodzina Jackowskich wyprowadziła się do Olsztyna.

 

ks. Józef Kiszporski[6] urodził się 10 września 1846 r. w Łęgajnach (gm. Barczewo). Ksiądz katolicki, obrońca języka polskiego i organizator bibliotek parafialnych w Gutkowie (gm. Jonkowo) oraz w Bartągu (gm. Stawiguda). Po ukończeniu olsztyńskiego gimnazjum uczęszczał do seminarium duchownego w Braniewie. 30 lipca 1871 r., otrzymał święcenia kapłańskie. Tego samego roku był wikariuszem w Klebarku[7] . Od 1886 r. objął probostwo w Gutkowie, a w latach 1898-1913 – w Bartągu (gm. Stawiguda). Józef Kiszporowski interesował się językoznawstwem i etnografią. Utrzymywał kontakt z historykiem warmińskim Karolem Emilianem Sieniawskim. Jako duszpasterz pracował także nad utrzymaniem języka polskiego swoich parafian, toteż władze kościelne uważały go za sympatyka polskiego ruchu narodowego. Był prześladowany przez władze pruskie za niesione usługi duszpasterskie w sąsiednich parafiach. Prenumerował „Tygodnik Wielkopolski”, a w bibliotece parafialnej zgromadził księgozbiór składający się w większości z książek polskich, co władze pruskie miały mu za złe. Następstwem tego był zakaz sprawowania funkcji inspektora szkolnego parafii w Gutkowie. Jego działalność w Bartągu uznano za szczególnie niebezpieczną dla prowadzonej wśród Warmiaków akcji germanizacyjnej. Był współzałożycielem centrowego pisma „Warmiak”, wydawanego przez kurię biskupią dla popierania celów niemiecko-katolickiego „Centrum” i przeciwstawiania się wpływom politycznym „Gazety Olsztyńskiej”. 23 maja 1893 r. w Barczewie uczestniczył w zebraniu działaczy „Centrum” obok Rarkowskiego, Buchholza, Szczepańskiego, Samulowskiego i Pieniężnego. Za krytyczny stosunek do „Gazety Olsztyńskiej” uznano go jako przeciwnika polskiego ruchu narodowego na Warmii. Po rezygnacji księdza Walentego Barczewskiego, Józef Kiszporowski przez krótki czas (1894) redagował „Warmiaka” sam. Nadał wówczas pismu bardziej polski charakter, za co biskup warmiński Thiel odsunął go od jego redagowania. Zmarł 7 listopada 1914 r. w Olsztynie.

August Nerowski[8]  urodził się 1875 r. w Kaplitynach (gm. Barczewo). Działacz narodowy na Warmii. Pochodził z rodziny chłopskiej znanej z prapolskich postaw. Późniejszy członek komitetów wyborczych na Warmii. W 1892 r. na wiecu w Barczewie stwierdził publicznie, „… iż dopiero przez „Gazetę Olsztyńską” zbudził się z ospałości”. W 1920 r. brał udział w agitacji plebiscytowej na rzecz przyłączenia Warmii do Polski. Po przegraniu plebiscytu był szykanowany przez władze niemieckie. Zmarł w 1939 r.

Franciszek Nerowski[9]  urodził się 10 lutego 1911 r. w Łęgajnach (gm. Barczewo). Folklorysta, działacz młodzieżowy i społeczny. Po ukończeniu szkoły i odbyciu praktyki pracował w Banku Ludowym w Olsztynie. Był członkiem zarządu Towarzystwa Młodzieży w Olsztynie. Od 16 lutego 1935 r. rozpoczął działalność jako członek Związku Polaków w Niemczech. Przejawiał dużą aktywność patriotyczną. Przez pewien czas był pracownikiem Banku Słowiańskiego w Berlinie. Poza pracą zawodową i działalnością społeczną Franciszek Nerowski interesował się folklorem rodzimym, a ponadto zbierał gawędy ludowe. Jego opowieści napisane gwarą warmińską wykorzystał w swych pracach W. Steffen. Od 1937 r., po wcieleniu do Wehrmachtu służył w 5 kompanii 2 batalionu 24 pułku piechoty w Berlinie. W trakcie odbywania służby wojskowej został zwerbowany przez polski wywiad wojskowy do współpracy pod pseudonimem „Późny”. Nigdy nie zatracił wyniesionych z domu polskich tradycji. Będąc jednym z czołowych działaczy oddał duże zasługi dla sprawy polskiej. Podczas działań wojennych przebywał jako żołnierz niemiecki w Polsce. Był śledzony przez gestapo i wywiad niemiecki. W październiku 1940 r. w Olsztynie, będąc na urlopie został aresztowany. Osadzono go w miejscowym więzieniu, a następnie przewieziono do Berlina. 10 lipca 1942 r., wyrokiem sądu wojennego skazano go na karę śmierci. Wyrok wykonano w Brandenburgu przez ścięcie gilotyną.

Maria Orłowska[10]  urodziła się 16 lipca 1908 w Kaplitynach (gm. Barczewo), w rodzinie zasłużonej w krzewieniu polskości na Warmii. Była córką znanego bibliotekarza z Kaplityn. Otrzymała staranne wykształcenie. Po przegranym plebiscycie, od 1 marca 1937 r. włączył się do pracy na rzecz Związku Polaków w Niemczech. W latach 1936-1939 przejęła po ojcu prowadzenie polskiej biblioteki. Należała do Towarzystwa Czytelni Ludowych na Warmii. Od 1945 r. nie znamy jej dalszych losów.

 

Jadwiga Elżbieta Schnarbach

Jadwiga Elżbieta (Hedwig Elisabeth) Schnarbach[11] urodziła się 16 lipca 1923 roku w Kaplitynach, jako jedenaste dziecko Franciszka Schnarbach i Elżbiety z Nerowskich. Rodzice jej byli praktykującymi katolikami i w takim duchu wychowywali swoje dzieci. Na niedzielną Mszę jeździli bryczką do Barczewa. Jadwiga była bardzo ofiarna, radosna, roztropna, pokorna i chętnie innym pomagała. 24 stycznia 1945 roku, do Kaplityn wkroczyły wojska Armii Radzieckiej. Bezkarni, rządni, radzieccy żołnierze nie oszczędzili nikogo. Przybyli także do domu Schnarbachów. Kiedy jeden z nich, zauważył Jadwigę, postanowił ją zgwałcić. Jadwiga z przerażenia uciekła i ukryła się w szafie. Żołnierz oddał serię z karabinu w kierunku szafy, w której się skryła. Trafiona pociskami Jadwiga wypadła z szafy na podłogę nieżywa. Została pochowana w rodzinnym ogrodzie. Toczy się jej proces beatyfikacyjny wraz z innymi męczennikami warmińskimi czasów hitlerowskich i komunizmu.

Śmierć w szafie   [12]

To była zwykła dziewczyna. Miała swoje plany, radość życia i dobre serce. Nie zawahała się porzucić to wszystko dla zbawienia. Jadwiga została zapamiętana jako radosna i chętna do pomocy dziewczyna, posłuszna wobec rodziców i pokorna urodziła się 16 lipca 1923 r. w Kaplitynach. Była jedenastym dzieckiem Franciszka i Elżbiety. Miała pięciu braci i sześć sióstr. Trzy dni po narodzinach została ochrzczona w kościele pw. św. Anny w Barczewie. W tym kościele przystąpiła również do Pierwszej Komunii Świętej, a 20 czerwca 1932 r. przyjęła sakrament bierzmowania.

Bóg od urodzenia

Rodzice Jadwigi byli ludźmi głębokiej wiary, a wychowanie swoich dzieci opierali na nauce Kościoła katolickiego i wartościach zawartych w Ewangelii. W każdą niedzielę całą rodziną jeździli bryczką do oddalonego o 6 km barczewskiego kościoła. Kiedy mijali po drodze innych wiernych zmierzających na niedzielną Eucharystię, zabierali ich ze sobą, by w ten sposób ułatwić im drogę do kościoła. Równie dobrze traktowali pracujących u nich jeńców wojennych, tak iż ci mogli czuć się wręcz członkami ich rodziny. Coniedzielne Msze św., wspólne modlitwy i regularne przystępowanie do sakramentów świętych stały się fundamentem życia dzieci Franciszka i Elżbiety Schnarbachów.

Cenna cnota

Jadwiga pochodziła z rodziny rolniczej. Umiłowanie ziemi, uszanowanie pracy i życie w pełni harmonii z naturą pogłębiało jej wiarę. Fakt, iż w rodzinie było tyle dzieci, budował jeszcze bardziej w Jadwidze wrażliwość na potrzeby drugiej osoby, a wspólnie odmawiane modlitwy pogłębiały relacje z Bogiem. W jej rozwój duchowy wiele wniosły przygotowania do Pierwszej Komunii św. i bierzmowania. Po ukończeniu szkoły podstawowej pozostała przy rodzicach, by pomagać im w pracy na polu i wokół domu. Przez całe życie Jadwiga odznaczała się głęboką i żywą wiarą. Starała się żyć według przykazań Bożych, szczególnie umiłowawszy cnotę czystości. Widoczne to było zwłaszcza w okresie młodzieńczym, kiedy wierna była obowiązkom stanu panieńskiego. – Jadwiga odznaczała się niezwykłą skromnością i powściągliwością. Gdy któryś z młodzieńców proponował jej współżycie przed ślubem, natychmiast zrywała z nim kontakt – wspominała ją pani Nerowska. – Była bardzo ofiarna, radosna i chętnie innym pomagała. Wyróżniała się również posłuszeństwem wobec rodziców, roztropnością i pokorą. Poza tym była niezwykle urodziwa – charakteryzuje Jadwigę pani Wilkowska.

Wśród ubrań

Wojska Armii Czerwonej zajęły Kaplityny 22 lub 23 stycznia. Ich wkroczeniu towarzyszył strach mieszkańców, którzy z opowieści uciekinierów z innych miejscowości wiedzieli, co robią Sowieci w zajmowanych miejscowościach: grabią mienie, zbezczeszczają kościoły, gwałcą kobiety i dziewczęta. Żołnierze radzieccy również zajechali do gospodarstwa Schnarbachów. Jeden z oficerów zszedł z konia. Kazał ojcu Jadwigi, Franciszkowi, przytrzymać go. Sam wszedł do mieszkania i przeszukiwał wszystkie pokoje. Kiedy zobaczył, że w domu jest młoda panna, która wówczas pracowała u rodziny Schnarbachów jako jeniec wojenny, przywołał ją i o czymś z nią rozmawiał. Po rozmowie poprosił do siebie Jadwigę. Ponieważ bardzo się bała, ta dziewczyna poszła z nią. Po chwili dziewczyna wyszła z pokoju, a Jadwiga została sama z oficerem. Ten chciał, aby ona oddała się mu. Jadwiga nie spełniła jego nakazu, uciekła i schowała się w szafie wśród wiszącej odzieży. Oficer odnalazł ją i zastrzelił – jej ciało wypadło z szafy na podłogę.

W przydomowym ogrodzie

Jadwiga Schnarbach oddała życie za wiarę w Boga i w obronie cnoty czystości, którą nadzwyczaj ceniła. Naocznym świadkiem jej śmierci była siostra Anna (zaraz po tym tragicznym wydarzeniu została zesłana na Syberię i przez dwa i pół roku przebywała w łagrach nad Oceanem Lodowatym), która nie ma wątpliwości, iż tragiczna śmierć Jadwigi była efektem jej wiary i nosi znamiona męczeństwa. Pochowana została w rodzinnym ogrodzie, w pobliżu domu, gdyż wówczas nie było możliwości przewiezienia ciała na cmentarz parafialny do Barczewa. Jej grób zachował się do dziś. Tragiczna śmierć Jadwigi była wielkim ciosem dla całej rodziny i sąsiadów. Mieszkający nieopodal sąsiad, pan Certa, dowiedziawszy się o losie Jadwigi – sam będąc również prześladowany przez Sowietów – dostał zawału serca i zmarł. Pochowano go obok Jadwigi, w ogrodzie państwa Schnarbachów.

 

Karl Joseph Schwarzel[13]

Historia pustelnika 

Na początku XX stulecia mieszkał w Łęgajnach niezwykły człowiek. W tamtym czasie nasza miejscowość nosiła nazwę Lengainen. Przybył tu wówczas Anton zwany Pustelnikiem. Był on franciszkaninem, zakonnikiem i eremitą. Tak naprawdę nazywał się Karl Joseph Schwarzel. Urodził się 19. 03. 1854 w Elblągu. Jego matka byłą katoliczką, a ojciec prawdopodobnie protestantem. Anton miał dwie siostry, które wychowano w wierze matki. On zaś i jego brat wychowani byli w wierze ojca.

Mając 18 lat Karl Joseph Schwarzel przeszedł na katolicyzm, wstąpił do zakonu i przybrał imię Anton (Antoni). Podobno zanim przybył do Łęgajn, odbył pielgrzymkę do Ziemi Świętej i wędrował po Indiach. Następnie powrócił w rodzinne strony – niestety nie jest znana data jego powrotu. Prawdopodobnie gdy miał około 30 lat, przywędrował do naszej miejscowości.

Tu w lesie wykopał ziemiankę i zamieszkał w niej samotnie z dala od ludzi. Później dobrzy ludzie zbudowali mu chatkę, w której były dwie izdebki – jedna mieszkalna, a druga modlitewna.

Mieszkał tam, modlił się, medytował, zbierał lecznicze zioła, a czasem wędrował do kościołów w Barczewie (Wartenburg) i Barczewku (Alt Wartenburg). Z czasem urzędnicy zaczęli robić Pustelnikowi trudności, gdyż traktowali go jak bezdomnego włóczęgę. I wtedy gospodarz o nazwisku Sowa mianował Pustelnika swoim „leśniczym” – „strażnikiem lasu”. Dzięki temu Anton mógł dalej spokojnie mieszkać w swej leśnej pustelni.

W 1927 roku podczas odprawiania codziennej mszy Pustelnik źle się poczuł. Zmarł w szpitalu w Barczewie.

 


[1] W. Zenderowski, Opracowano przy pomocy źródeł znajdujących się w Archiwum Prowincjalnym w Braniewie.

[3] Tadeusz Oracki, Słownik biograficzny Warmii, Mazur i Powiśla XIX i XX wieku (do 1945 roku), Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1983. http://pl. wikipedia. org/wiki/Franciszek_Gollan 13 maja 2011.

[5] R. Bednarz, Marek Jackowski pięciolinia życia, 2013, s. 5-11.

[6] W. Zenderowski, Osobowości ziemi warmińskiej, Barczewo 2013, s. 66.

[7] Oprócz proboszcza ks. Augustyna Weichsla oraz kanonika Augusta Wundera świadkiem objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie był ks. Augustyn Kolberg z Seminarium Duchownego „Hosianum” w Braniewie. Na polecenie biskupa udał się do Gietrzwałdu i 25 sierpnia 1877 roku napisał sprawozdanie: Osobiście obserwowałem dzieci przy pięciu wizjach i potem w obecności księży wikariuszy Kiszporowskiego z Klebarka i Laemmera z Barczewa oraz proboszcza Weichsla z Gietrzwałdu sporządziłem pięć protokołów w języku polskim. Ks. Kolberg szczegółowo opisał zachowanie się dzieci podczas trwania objawień stwierdzając: Krótko mówiąc całe zachowanie się dzieci jest takie, że nie można podejrzewać je o oszustwo, o symulowanie. Tak też się wypowiedziała ogólna opinia kapłanów, którzy widzieli dzieci. Inspektor biskupa w sprawozdaniu zaznaczył też: przyznaję, że chociaż przystąpiłem do sprawy ze znacznym niedowierzaniem, niedowierzanie to ustąpiło zaufaniu, że sprawa chwały Bożej i zbawienia dusz przybiera sprzyjający obrót. http://adonai.pl/maryja/?id=24 03.12.2013.

[8] Zenderowski W., Ludzie Ziemi Barczewskiej – Słownik Biograficzny. Barczewo 2003.

[9] W. Zenderowski, Osobowości Ziemi Barczewskiej, Barczewo 2013, s. 92.

[10] W. Zenderowski, Ludzie Ziemi Barczewskiej – Słownik Biograficzny. Barczewo 2003.

[11] http://www.zenderowski.gower.pl/a-barczewo/289.htm; https://gosc.pl/doc/1202993.Smierc-w-szafie – 07 września 2012.

[12] K. Kozłowski, Śmierć w szafie, Posłaniec Warmiński 28/2012 s. III.